Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łódź. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łódź. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Cmentarz Żydowski w Łodzi

To pierwsze moje fotografowanie na cmentarzu żydwoskim. Teraz - kiedy wiem o nim trochę więcej zrobiłabym inne zdjęcia, inaczej spojrzałabym na to miejsce. Wtedy zaskoczył mnie jego ogrom. To bardzo duży cmentarz, mnóstwo grobów (wg literatury ponad 230 tysięcy pochowanych), wielki teren, niestety w znacznej części zaniedbany, zarośnięty. Miło się jednak zaskoczyliśmy kiedy zobaczyliśmy, że na sporej części cmentarza trwają prace porządkowe.




Przed wejściem znajduje się ogromny dom przedpogrzebowy, który warto odwiedzić zanim wejdzie się na teren cmentarza, wprowadza we właściwą atmosferę, człowiek nabiera dystansu. Budowla tak poważna z zewnątrz w środku zaskakuje kolorystyką, zwłaszcza w tak pogodny dzień jak wtedy. Światło słoneczne wpada do środka przez kolorowe szybki i jakby na przekór smutkowi każe się cieszyć...













Tuż obok znajduje się pomnik poświęcony ofiarom łódzkiego getta i obozów zagłady, w kształcie obelisku oraz świecznika i złamanego drzewa dębu. Na nim - starym żydowskim zwyczajem, zamiast zniczy - kamienie.



Na cmentarzu zobaczyć można różnego rodzaju nagrobki, różnych kształtów, są też grobowce rodzinne, najbardziej reprezentacyjne wydaje się mauzoleum Poznańskiego. Przyroda zrobiła swoje i wiele macew pokryło się mchem, porosło bluszczem, niektóre się pozapadały, z wielu zniknęły tablice nagrobkowe. Trzeba mieć nadzieję, że z czasem większość z nich odzyska dawną świetność.



Pięknie zdobiona kopuła mauzoleum.























Wiecznie kochająca córka - litery na nagrobku wypełnił mech...




A ten nagrobek poniżej zwrócił naszą uwagę - bo skąd w takim miejscu grób bohatera ZSRR? Jak wyczytałam potem to aż do roku 2014 owiany był on tajemnicą. Okazało się, że pochowana lekarka była wileńską Żydówką, kawalerem najwyższego odznaczenia bojowego ZSRR, pochowana po śmierci w białostockim, skąd po wojnie była ekshumowana i przeniesiona na cmentarz żydowski w Łodzi na prośbę matki, która po pobycie w obozach koncentracyjnych zamieszkała w Łodzi.


środa, 9 lipca 2014

Łódź - pierwsze spojrzenie

Łódź chciałam zobaczyć już dawno. Ale jakoś ciągle nie było po drodze. W końcu - przy dość smutnej okazji jaką był pogrzeb w rodzinie męża - miałam okazję spędzić tam kilka godzin. Za mało. Ale w sam raz na rozeznanie co gdzie i jak. Wrócę i na pewno moje drugie spojrzenie będzie dokładniejsze.

Wyjazd związany z pogrzebem więc na początek krótki spacer po jednym z łódzkich cmentarzy wśród dziecięcych mogiłek. Mogiłek sprzed lat. Jednych zadbanych innych zapomnianych, porośniętych bluszczem. I tylko pordzewiałe znicze są świadectwem, że ktoś jeszcze pamięta...






Późnym popołudniem zakwaterowaliśmy się w małym hoteliku przy Piotrkowskiej i wyruszyliśmy na zwiedzanie. Jednak upał, kilka godzin w samochodzie, późna pora nie pozwoliły nam dotrzeć do końca tej jedynej w swoim rodzaju ulicy. Co kawałek przystawałam bo okazywało się, że to moje wyobrażenie o Łodzi jest całkiem prawidłowe. Przeplatają się tam różne epoki, obok peerelowskich szarych budynków stoją piękne kamieniczki. Obok zdobionych gzymsików ogromne malunki na ścianach. I ten cudowny gwar - Piotrkowska żyje, nawet późną porą, nawet w środku tygodnia. Pełno tu młodzieży ale też ludzi starszych, którzy po pracy spotykają się ze znajomymi w knajpkach i pubach. Ten klimat trzeba poczuć bo ja nie potrafię opisać go słowami. A opisać zdjęciami - nawet nie próbowałam bo skupiłam się na architekturze.
























Wracaliśmy do hoteliku dość późno a na Piotrkowskiej nadal tętniło życie. Mam nadzieję, że jeszcze tam nieraz tu zawitamy.
Kolejnego dnia w planie był Cmentarz Żydowski. Ten też zachwycił nas swoją różnorodnością. O tym miejscu jednak napiszę innym razem.


Z Cmentarza Żydowskiego najszybciej jak się dało (a nie było to łatwe bo w tym czasie Łódź była rozkopana, wszędzie jakieś remonty, wiele ulic pozamykanych, objazdy, nawigacja szalała) popędziliśmy oglądnąć Manufakturę i skosztować potraw kuchni meksykańskiej (polecam). Tu kolejny raz pożałowałam, że mamy tak mało czasu bo to miejsce okazało się małym miasteczkiem w środku fabryki. Wchodziliśmy do zwykłego pofabrycznego budynku - jakich wiele w Łodzi. A przed naszymi oczami ukazał się Rynek z karuzelą, z ogródkami, fontanną - coś niesamowitego.






I to tyle mojego spojrzenia na to miasto. Tak stare i tak nowoczesne zarazem. Chcę więcej i mam nadzieję, że nie będę musiała długo na to czekać.